KOLONIE LETNIE - MIKOSZEWO 2007

Poranna pobudka. Z nadzieją spoglądamy przez okno - może świeci słońce? Niestety, niebo znowu ciemne, a w parapet uderzają krople deszczu, które po chwili stają się całkiem poważną ulewą. Jednak nie dajemy się. Zaraz po śniadaniu, uzbrojeni w płaszcze przeciwdeszczowe, wyruszamy na wycieczkę. Jesteśmy przecież na koloniach.
Tak wyglądały poranki większości z 10 dni, które spędziliśmy na koloniach w Mikoszewie nad morzem. Mimo, że z kąpieli morskich i słonecznych nic nie wyszło, to jednak atrakcji i wrazeń było pod dostatkiem. Wystarczy wymienić ciekawe miejsca w najbliższej okolicy: rezerwat kormoranów, "mewia łacha" - wysepka na morzu, na której gromadzą się mewy i inne ptaki. KIlka kilometrów od Mikoszewa znajduje się ujście Wisły do Morza Bałtyckiego. Warto też wspomnieć o niezliczonej ilości bursztynów, które znajdowaliśmy na plaży. Niektórym trafiały się całkiem niezłe okazy.
Dwa razy uczestniczyliśmy w warsztatach przyrodniczych. Pierwsze zajęcia poświęcone były nadmorskiej faunie i florze, drugie - bursztynom.
Kolejką wąskotorową dojechaliśmy do Stegny, gdzie w Muzeum Bursztynu oglądaliśmy najciekawsze bursztynowe okazy. Na spotkanie z historią udaliśmy się do zamku krzyżackiego w Malborku. W strugach deszczu słuchaliśmy przewodnika, który opowiadał o życiu i walkach rycerzy zakonu krzyżackiego, o ich zwyczajach, a nawet o tym, co jadali. Kto chciał, mógł kupić na pobliskim straganie dzidy, miecze, łuki oraz inną broń, o jakiej krzyżakom się nawet nie śniło.
Będąc tak blisko, nie można nie odwiedzić Trójmiasta. W Gdańsku spotkanie z Neptunem przy fontannie i zabytkowym Dworze Artusa, najstarszy w mieście żuraw, port i Westerplatte. Sopot zaprasza na molo, do grand Hotelu, na scenę Opery Leśnej i na jeden z najpopularniejszych deptaków w Polsce - ul. Monte Cassino, zwany Monciakiem. Z Gdyni rejs statkiem na Hel. W Helu - niewielkiej rybackiej osadzie największym powodzeniem cieszy sie fokarium. Mieliśmy szczęście, bo trafiliśmy na karmienie fok. Już nawet nikt nie zwracał uwagi na to, że znów zaczęło padać.
Na tych, którzy nie boją się wysokości, czekała latarnia morska w Krynicy Morskiej. Nie wszyscy jednak zdecydowali się pokonać 105 stopni schodów, aby dojść na wysokość 26,5 m i stamtąd podziwiać okolicę. Natomiast już dla wszystkich była dostępna - nie wymagała wejścia po schodach - ulica Teleekspresu, także w Krynicy Morskiej.
A kiedy każdy miał już naprawdę dosyć deszczu, ostatnią deską ratunku okazało się kino. Obejrzeliśmy "Shreka Trzeciego", który może nie był tak dobry jak jego poprzednicy, ale uchronił nas przed ponownym suszeniem ubrań.
Nie zabrakło również konkursów, które mobilizowały nawet najbardziej leniwych. A było się w czym wykazać: konkurs na najczystszy pokój, plastyczny, wiedzy o wybrzeżu gdańskim i kolonii, piosenki kolonijnej, plażowej rzeźby z piasku. Rywalizacji towarzyszyła zawsze dobra zabawa. Zaprzyjaźnieni sponsorzy zapewnili atrakcyjne nagrody.
No i nareszcie... ostatniego dnia zaświeciło słońce. Idziemy na plażę. Kąpiemy się tak długo, na ile pozwala zimny Bałtyk. Zaciskamy zęby i do wody, przecież trzeba nadrobić zaległości z 10 dni. Do Kałuszyna wróciliśmy z miłymi wspomnieniami.
Autorką powyższego tekstu jest pani Agnieszka Wierzbicka.
Zdjęcia z kolonii można obejrzeć w fotogalerii.